Andaluzja na rowerze. Moja zimowa wyprawa, która wszystko zmieniła
Zamiast śniegu: hiszpańskie słońce
Zimą 2023 postanowiłem wyrwać się z polskiej szarugi. Andaluzja przyciągała mnie nie tylko pogodą, ale i klimatem, jedzeniem, językiem. Jako miłośnik rowerowych wypraw i właściciel sklepu rowerowego, chciałem sprawdzić, jak smakuje Hiszpania na dwóch kołach.

Logistyka: zabrać rower czy wypożyczyć?
To pytanie zadaje sobie wielu rowerowych podróżników. Ja wybrałem opcję zabrania własnego roweru – crossowego Cube na osprzęcie Shimano XT. Koszt przewozu roweru samolotem (ok. 570 zł w dwie strony) szybko się zwraca, bo wypożyczenie roweru w Hiszpanii to nawet 20–60 euro dziennie. Rower spakowałem w torbę transportową Acepac, którą zostawiłem w hotelu w centrum Malagi. Pro tip: hotele przechowują bagaże taniej niż lotniska.
Start: Malaga i pierwsze kilometry
Wylądowałem w Maladze. Tam złożyłem rower, przechowałem torbę, zwiedziłem wybrzeże, zjadłem pierwsze ryby z grilla i ruszyłem w trasę bez ścisłego planu. Moim celem był Gibraltar, potem miałem decydować, czy jechać dalej wybrzeżem czy w głąb lądu.


Dzień po dniu, od miasta do miasta
Trasa prowadziła przez Fuengirolę, Marbellę, Esteponę, aż do Gibraltaru.


Przekroczenie granicy rowerem prowadzącej przez pas startowy lotniska na Gibraltarze – niesamowite doświadczenie.

Dalej Algeciras i Tarifa, najbardziej na południe wysunięty punkt Europy, pełen surferów i współczesnych nomadów.


Potem ruszyłem na północ – w stronę Kadyksu i dalej w kierunku Sewilli.

Noclegi: bez namiotu, z elastycznością
Spałem w hostelach i pensjonatach. Nie rezerwowałem nic z góry, tylko około południa szukałem noclegu na Booking. Poza sezonem to działa świetnie. Noclegi kosztowały od 30 do 55 euro. Komfort, bezpieczeństwo, prysznic i miejsce na rower – warto.

Wyżywienie: paella, sardynki i energia na trasie
Na trasie zawsze miałem ze sobą przekąski. Ale Andaluzja karmi najlepiej w knajpkach. Jadłem ryby, paellę, krewetki, piłem lokalne wino i espresso w nadmorskich barach. Czasem siadałem z tubylcami i po prostu byłem.

Sprzęt: co zabrałem?
-
Rower Cube trekkingowy
-
Torba Acepac + torby bikepackingowe
-
Torebka na kierownicę Accent z miejscem na telefon i powerbank
-
Powerbank, papierowe mapy, Mapy.com offline
-
Kurtka przeciwdeszczowa (przydała się w ostatni dzień, gdy zalany las pod Sevillą zmusił mnie do brodzenia w wodzie do kolan)
Bezpieczeństwo i kultura jazdy
Hiszpańscy kierowcy są kulturalni i cierpliwi. Jechali za mną tak długo, aż mogli bezpiecznie mnie wyprzedzić. Warto pamiętać o obowiązkowym kasku i kamizelce odblaskowej – to nie tylko przepisy, ale też realne bezpieczeństwo.

Podcasty, audiobooki i przemyślenia
W trasie słuchałem podcastów, audiobooków i własnej muzyki. Ale najważniejsze były cisza i widoki. To był czas, kiedy dojrzewał pomysł na Woo Hoo Trips. Pomyślałem: "Chcę to robić dla innych".
Finał: Sevilla i ostatni etap w deszczu
Wjeżdżając do Sevilli, trafiłem na potężną ulewę. Zalane drogi, las, przez który trzeba było iść z rowerem. Ale to było tylko doświadczenie, nie przeszkoda. Sevilla wynagrodziła wszystko.

Dlaczego o tym piszę?
Bo ta wyprawa dała mi coś więcej niż doświadczenie i wspomnienia – dała kierunek.
Dziś tworzę kameralne i autentyczne wyprawy rowerowe dla ludzi, którzy nie tylko chcą jechać, ale i poczuć.
Jeśli czujesz, że to może być coś dla Ciebie – śledź Woo Hoo Trips.
Może kiedyś pojedziemy razem?

Do zobaczenia na trasie!